Wściekła kynofobia polskich parkowców

O obywatelskim projekcie coraz ciszej, w sprawie ochrony Puszczy Białowieskiej osiągnięto kompromis bez powiększania parku, zajmę się więc sprawami drobniejszej wagi.

Analiza przepisów w polskich parkach narodowych, porównanie ich  z podobnymi w krajach europejskich, bywa dla tych pierwszych miażdżąca. Trzeba tu o tym pisać, gdyż dla oficjalnych mediów są to sprawy błahe, a piszący o ekologii dziennikarze – jak Adam Wajrak czy Jakub Medek (który nb. uważa, że mój blog jest sponsorowany przez… Lasy Państwowe (sic!) Postępują według zasady: Wytykamy najdrobniejsze błędy leśnikom, reagujemy na wszelkie przejawy bezprawia w których poszkodowani są ekolodzy. Ale nie ma takiego absurdu, takiego kretyństwa, którego byśmy nie wybaczyli służbom parków narodowych. Parkowcy mają status świętych krów.

Czasem jednak i przesadzą na tyle że i prasa zareaguje. Przypomnę żenującą historię z września ubiegłego roku: „Niewidomemu z psem w parku narodowym należy się mandat” – alarmowano o szykanowaniu przez strażników Bieszczadzkiego PN niewidomej Karoliny. Polecam też mniej znany materiał na blogu olgierda.

Ciekaw jestem – ilu z tych podpisujących się pod greenpeace’owskim projektem ustawy ma psa i byłoby w niezłym szoku, dowiedziawszy się że ze swoim podopiecznym na ten czy inny teren już nie wejdzie, bo poszerzono albu utworzono nowy park i tak postanowił jakiś parkowy służbista-kynofob.

Kynofobia to termin który wymyśliłem na potrzebę tej notki, ale widzę, że doczekała się nawet definicyjki w wikipedii: – jest to lęk przed psami, schorzenie które najczęściej dotyka małe dzieci. Osobom już na samą myśl o psach robi się niedobrze, boli ich brzuch, kręci się im w głowie, dostają wysokiego ciśnienia krwi.

Oprócz małych dzieci należałoby dodać parkowców, których to schorzenie dotyka w Polsce wyjątkowo często, gdyż zakazywanie wstępu z psem do parku jest powszechne. Nie zauważyłem takich zakazów w parkach niemieckich, regułą jest jedynie nakaz prowadzenia psów na smyczy. W najstarszym, i najściślej chronionym Nationalpark Bayerischer Wald psy można wprowadzać nawet do zwierzyńców (Wildparks) i jakoś nikt z tamtejszych służb nie sili się na bieszczadzki bełkot o strasznych substancjach zapachowych czy robakach pasożytniczych.  Największy park w austriackich Alpach  – Nationalpark  Hohe Tauern wręcz zachęca do wędrówek z psami.

W sposób najbardziej drastyczny kontrast ten widać w Pieninach. Po stronie słowackiej psy wprowadzać wolno, na tablicach informacyjnych nie ma żadnych zakazów.

Jakby ktoś był dociekliwy to znajdzie w internecie regulamin i wzmiankę o konieczności prowadzenia psa na smyczy. Dochodzimy do granicy polskiej i – witaj kraju absurdów. Parkowcy za pomocą odpowiednio wielkich tablic zadbali, żeby nawet na drodze pienińskiej, czyli popularnym i zatłoczonym, szlaku spacerowym, asfaltowej drodze, prowadzenie psów było ZABRONIONE.

Nie ma innego uzasadnienia dla tych praktyk i regulacji jak pusta, bezmyślna arogancja władzy, pokazanie „kto tu rządzi” i może nie wiem – leczenie kompleksów niskich zarobków czy małego ptaszka. Dziesiątki takich drobnych upierdliwości składają się na negatywny obraz parków narodowych jako instytucji wrogich obywatelowi. I niestety – od zmiany tych przepisów, nawyków  czy przyzwyczajeń z poprzedniej epoki należy rozpocząć uzdrawianie sytuacji a nie pięścią przystawianą do nosa samorządowcom. Choćby ta pięść była zdobiona w kolorowe bransoletki i koraliki.