List do Greenpeace

Dziś zredagowałem i wysłałem do Greenpeace pierwszy oficjalny list otwarty z przedstawieniem problemu i zapytaniem o planowane działania. W przeciwieństwie do blogowych notek, które urozmaicam felietonowymi żartami i uszczypliwościami, jest on napisany w tonie oficjalnym i poważnym. Warto zapoznać się z tym dokumentem i ewentualną odpowiedzią. Ważne zwłaszcza dla tych, którzy oddali swój podpis dla idei powiększania parków, a lubią czasem pooglądać ptaki w lesie.  

M_Zimowski_do_Greenpeace_1.doc

Szwedzka ściema i szachraj Wajrak

Poprzednio narzekałem, że zagadnienia ochrony przyrody, poza garstką specjalistów, nie interesują dziennikarzy ani blogerów. Co nieco jakby się zmienia odkąd telewizyjny celebryta Kamil Durczok opublikował mocny tekst o zalewie ekoszachrajstwa a wywołani do tablicy obruszyli się niczym pohańbione dziewice. Ale odłóżmy na bok felietonowe przepychanki, i przyjrzyjmy się poważniejszym rzeczom, które miały miejsce niedawno w Sejmie.

Jak wiemy 20 stycznia odbyło się pierwsze czytanie obywatelskiego projektu zmian w Ustawie o ochronie przyrody. Reakcja klubów parlamentarnych była stonowana. Politycznym analfabetą musiałby być ktoś, kto lekceważąco potraktowałby tak znaczną liczbę potencjalnych wyborców. Nie było na szczęście mowy o „klepnięciu” tych zmian w pierwszym czytaniu. Projekt został odesłany do komisji sejmowych, będą trwały nad nim dalsze prace. I tu chciałbym przywołać słowa Roberta Cyglickiego z dyskusji na jakimś przyrodniczym forum. Że owe dwie poprawki mają być tylko przyczynkiem (bo od czegoś trzeba zacząć) do dyskusji nad szerszymi zmianami. I mam nadzieję – powtórzę to po raz może pięćdziesiąty – że w ramach tych zmian zostanie wykreślony ów nieszczęsny Art. 15.1.15 Ustawy, który skutkuje automatycznym zakazem pieszego wstępu na teren całego parku narodowego, z wyjątkiem niewielu wyznaczonych miejsc. Jest to przepis zły, chory, nie mający precedensu nigdzie w zachodnim świecie, do którego to cywilizacyjnych norm co chwilę odwoływał się w swojej sejmowej mowie Krzysztof Worobiec.

Całość owej mowy, późniejszych oświadczeń i odpowiedzi przeczytać tutaj, (od str. 76) posłuchać tutaj. Biorąc to wszystko na serio powinienem zamknąć tego bloga i spożytkować swoją społeczną energię inaczej. Ale intuicja podpowiada mi, że lepiej dmuchać na zimne. Coś tu pachnie ściemą – wybiórczą interpretacją realiów w innych krajach i konstytucyjnych praw. Chciałbym złapać Pana Worobca za słówko. Ze zdziwienia aż otwarłem paszczę kiedy wychwalał model panujący w Szwecji. Proszę posłuchać tego fragmentu…>  Szwecja jest dlań wzorcowym przykładem procedur, według którego opracowano koncepcję tworzenia i powiększania obszarów parków narodowych w Polsce.

Mityczny „model szwedzki” jest już jak wiadomo dyżurnym konikiem wszelkiej maści lewaków i neomarksistów, którzy wpatrzeni w niego jak w święty obrazek chcieliby zrestytuować w Polsce socjalizm. Teraz doszli do nich proparkowcy. Szwedzkiego socjalizmu z jego nadopiekuńczością państwa i megapodatkami – jako liberał i rasowy self made man  wolałbym u nas nie widzieć. Ale parki narodowe według tamtejszego modelu – jak najbardziej. Niechże nawet pokrywają ćwierć Polski. Tylko czy pan Worobiec wie o czym mówi? Polski park narodowy ma się do szwedzkiego – według dzisiejszych zwyczajów i regulacji – jak tzw. demokracja ludowa w byłym bloku wschodnim do demokracji prawdziwej. Jak wino marki patyk do burgunda. Zwiedzałem z moimi wycieczkami wiele szwedzkich parków. Ale i nie ruszając się z krzesła wszystkiego dowiedzieć się można ze strony
http://www.naturvardsverket.se
gdzie do opisu każdego parku dodano bardzo szczegółowy dział „regulations”. Zadałem sobie trud przejrzenia wszystkich zakładek i co się okazało? Na 29 parków narodowych jedynie w trzech (Abisko, Ängsö, Muddus) znalazłem wzmianki o wyznaczeniu niewielkich stref – lęgowisk ptaków tundrowych, oznakowanych i niedostępnych jedynie w okresie trwania lęgów. Nie ma mowy o jakimkolwiek ograniczaniu pieszego wstępu na pozostałe obszary! Wolno też jeździć po wszystkich drogach rowerem. Tylko proszę mi nie wyjeżdżać – bo już słyszałem takie argumenty – że Szwecja jest krajem mniejszym i mniej ludnym itp. Bo po pierwsze – to z jakiej racji Pan Worobiec nazywałby ją „wzorcowym dla nas przykładem?” Po drugie zważywszy poziom życia, zamożność społeczeństwa i popularność outdoorowych sportów – ruch turystyczny jest tam ogromny, a przyjazne ludziom regulacje dotyczą także parków w południowej, silnie zurbanizowanej części kraju. Jak na przykład położony zaledwie 20 km od centrum Sztokholmu park Tyresta, który reklamuje się takim zdjęciem:

Proszę zwrócić na to uwagę! Nigdzie w polskim parku narodowym miłośnikowi przyrody nie wolno zejść ze szlaku aby – jak zrobił to ten ten człowiek – pooglądać sobie porosty na sośnie!

W innym punkcie swego przemówienia Pan Worobiec jednym tchem powołuje się na kolejne kraje, w których władza krajowa ma kompetencje do tworzenia parków narodowych, cytuję: „Taka praktyka stosowana jest w Niemczech, Austrii, Danii, Szwecji, Hiszpanii, Kanadzie, Nowej Zelandii i Czechach”. Pytam się w takim razie gdzie w prawodawstwie tych krajów zapisany jest ustawowo zakaz wstępu na teren parku? Dwa najbliższe przykłady – Czechy – Park Narodowy Czeska Szwajcaria, w bardzo popularnym turystycznym regionie przy granicy z Niemcami podzielony jest na trzy strefy, z czego tylko w pierwszej ruch pieszy ograniczony jest do wyznaczonych szlaków, w dwóch pozostałych wolno chodzić gdzie się chce (źródło). W Niemczech, jak pisałem już w poprzedniej notce, paragraf ustawy dotyczący parków kończy się klauzulą: „na tyle na ile pozwalają względy ochronne, parki powinny być udostępnione publicznie”. Tak wygląda to w praktyce w Nationalpark Vorpommersche Boddenlandschaft, odwiedzanym przez 3 miliony turystów rocznie (tyle co nasze Tatry), który zwiedzałem ostatniego lata:

Na tablicy informacyjnej żadnych wzmianek o zakazie wstępu. Wszystkie leśne drogi dostępne rowerzystom. Nakaz korzystania z wyznaczonych szlaków tylko w strefie I (Kernzone) która obejmuje trzy fragmenty, niewiele ponad 20% powierzchni parku. Po pozostałych lasach i łąkach można chodzić do woli i oglądać rośliny czy motyle (źródło).

W żadnym z polskich parków narodowych nie ma takich regulacji! Poza nielicznymi, kuriozalnymi ustępstwami na rzecz tylko zbieraczy runa (patrz tutaj) zakaz wstępu poza szlaki jest obligatoryjny i całościowy. Przez okrągły rok! Turystów przepędza się nie tylko z miejsc ochrony ścisłej, ale z rozjeżdżonych przez maszyny do transportu drewna dróg-stokówek w Bieszczadach, z nadbiebrzańskich lasów gospodarczych i drożysk po których kursują ciągniki, z beskidzkich traktów po których parkowi urzędnicy wożą się jeepami. Szlaki turystyczne są nieraz wyznaczone źle i bez sensu, przez przyrodniczych analfabetów. Zasady udostępniania odziedziczone z komunizmu – z turystami i organizatorami nikt się w tej sprawie nie konsultuje i nie liczy. Rządzi samodzierżawny dyrektor i sfrustowani, opryskliwi strażnicy – takie są realia, na dowód których opublikuję wkrótce kolejne materiały.

Zadaje więc w tym otwartym, publicznym tekście pytanie do Pana Worobca, Greenpeace i wspierających organizacji, czy w dalszych pracach nad ustawą planujecie wykreślić z niej ów Art 15.1.15 aby warunki zwiedzania polskich parków podobne były do tych, jakie istnieją w parkach szwedzkich. Tudzież czeskich, niemieckich czy kanadyjskich. Rad byłbym się też zapoznać z cyt. „Propozycją kompleksowej regulacji  tworzenia i powiększania parków…” opracowanej według szwedzkich wzorów.

Zauważyłem u niektórych zaskakującą lekkość do udzielania pouczeń – przepisy w Polsce muszą być zaostrzone, bo naszym turystom brakuje kultury. No dobrze. 240 tysięcy sygnatariuszy podpisało projekt zmian w ustawie. Kieruję do nich pytanie: Jak się Państwo czujecie: Kiedy chcą od was podpisu – głaszczą po główce – jesteście światłymi, kulturalnymi obywatelami, dbającymi o ojczystą przyrodę. Kiedy w charakterze turystów przybywacie do tego parku – dostajecie kopniaka – traktuje się was jak wyzutą z wszelkiej kultury swołocz którą na wszelki wypadek należy trzymać od tej przyrody jak najdalej. Bez żadnego uzasadnienia. Na zasadzie: nie wolno i już, bo władza tak każe! Patrzcie więc Państwo na ręce tych którym, zaufaliście. Do tego m.in. służy ten blog.

Czytaniu w Sejmie towarzyszyła publikacja w Wyborczej artykułu Kazimierza Orłosia zaczynającego się od słów – a jakże: „Parki narodowe przyciągają turystów…” źle się robi czytając po raz kolejny te wyświechtane komunały. Jest więc pewna nadzieja że po felietonie Durczoka, – przepraszam za salonową nowomowę – dyskurs się nieco spluralizuje i nie będziemy musieli na każde pytanie dotyczące ekologii słuchać w mediach wyłącznie opinii tego pana:

„Zima to najlepsza pora na obserwacje w Puszczy… nasłuchujemy, gdzie co stuka,  a potem jak po sznureczku idziemy w kierunku tego odgłosu i widzimy na przykład dzięcioła białogrzbietego” – Mówił niedawno Adam Wajrak do słuchaczy na spotkaniu w warszawskim klubie „Wrzenie Świata”. Kpiąc z nich sobie cynicznie, bo zdaje sobie sprawę, że kiedy park zostanie rozszerzony na całą Puszczę, przy obecnych regulacjach takie obserwacje dzięciołów staną się niemożliwe. A potem usiłując mi i innym wmówić bajeczkę (wpis na facebooku z 24. stycznia) że on obserwuje i fotografuje wyłącznie z udostępnionych szlaków turystycznych. Chciałem już wysłać zlecenie do białowieskich paparazzi, żeby w zamian za flaszkę albo dwie zrobili mi fotkę Wajraka w lesie. Ale okazało się że nie muszę się wykosztowywać, wystarczy sobie puścić znany już propagandowy filmik z youtube’a. I skonfrontować słowa z czynami:

Ochrona przyrody i obrona Puszczy Białowieskiej przed piłą drwala to ważna i szczytna misja. Nie warto aby się rozbijała o takie drobne szachrajstwa. Być może dziennikarze zawodowi nie potrafią inaczej. Ja na szczęście, jako okazjonalny bloger obywatelski tego w sobie nie czuję.