Za przyrodą, przeciw hucpie.

Polska nie przestaje zadziwiać paradoksami. Do niedawna pierwszym punktem newsów w dużym europejskim kraju były relacje z awantury pod krzyżem. Teraz ekolodzy z Greenpeace usiłują nagłośnić kuriozalną akcję tydecydujesz.org Proszą obywateli aby zgodzili się swoje prawa obywatelskie ograniczyć na kolejnych znacznych obszarach kraju, a demokracjom lokalnym pokazali pięść. Obiecują, że zmiana dwóch drobnych paragrafów w pewnej opasłej ustawie uchroni Puszczę Białowieską i inne perły polskiej przyrody od zniszczenia. Jest też akcent wręcz humorystyczny – organizacje z nazwy „pozarządowe” wspomagają biedny rząd w walce o większe uprawnienia centralnej administracji.     

Pomimo, że na portalach i forach przyrodniczych wciąż czytam apele o podpisanie się pod tym projektem zmian w prawie – nie poprę go. Jeżeli kogoś stać na coś więcej niż bezrefleksyjne poddanie się instynktowi stadnemu – proszę, aby przeczytał mój wywód. Opozycjoniści w PRL-u musieli stosować taktykę oblężonej twierdzy, w walce z reżimem zapomnieć o różnicach światopoglądowych. W dzisiejszych realiach nie widzę takiej potrzeby.

Kiedy przed trzydziestu laty zaczynałem biegać z lornetką za ptakami – ktoś, kto uprawiał to hobby mógł być co najwyżej nazwany niegroźnym wariatem. Dziś, przykro to stwierdzić, przyznanie się do bycia przyrodnikiem, bądź tzw. „ekologiem” ściąga na głowę wszystkie obelgi jakie oficjalna, a zwłaszcza nieoficjalna polszczyzna zna. Można powiedzieć – ot normalny konflikt interesów, konsekwencja europeizowania się naszego kraju, konieczności przestrzegania ostrzejszych norm środowiskowych. Ale to tylko część prawdy.

Udany protest przeciwko budowie mostu przez Rospudę dodał wielu działaczom skrzydeł i entuzjazmu. Wtedy jednak przekaz był jasny i uczciwy. Dziś – pogmatwany, oparty na demagogii i kłamstwie.  Polskie 23 parki narodowe zajmujące 1% powierzchni kraju to rzekomo wstyd na tle innych krajów Europy. Sprawdźmy. Owszem, wyższy procent „uparkowienia” mają np. Austria czy Słowenia – trudno jednak porównywać się do tych małych i wybitnie górskich krajów. Sąsiedni kraj o podobnej wielkości i strukturze krajobrazu – Niemcy, na 14 parków zajmujących 0,54% powierzchni, dla Francji ten współczynnik wynosi 0,66%. Ale choćby było ich tam trzy razy tyle, porównywanie się do zachodnich cywilizacji jest mocno chybione.

W głównym haśle akcji „Oddajcie parki narodowi” kryje się gorzki fałsz. Pierwotny sens pojęcia „Park Narodowy” zrozumie np. ten, kto wędrował po Ameryce Północnej. W kraju, gdzie większość terenów jest prywatna i ogrodzona, parki narodowe i regionalne szeroko otwierają swoje podwoje każdemu, kto chce wejść, wypocząć, obserwować przyrodę. W niemieckiej ustawie o ochronie przyrody, parkom narodowym poświęcono zaledwie… jeden paragraf 14 z kilkoma punktami. Ostatni kończy się klauzulą: „na tyle na ile pozwalają względy ochronne, parki powinny być udostępnione publicznie”. Polska ustawa, kilkakrotnie opaślejsza od niemieckiej, składa się głównie z drobiazgowych zakazów. Z tym szczególnie dotkliwym, i bezsensownym Art. 15. 1. 15: W parkach narodowych oraz rezerwatach przyrody zabrania się… ruchu pieszego i rowerowego… z wyjątkiem miejsc wyznaczonych przez dyrektora. Wniosek o usunięcie tego absurdu mógłby choć trochę złagodzić antyspołeczny wydźwięk nowelizacji w myśl zasady win-win.  Ale gdzie tam, reszta ustawy ma pozostać niezmieniona a władza dyrektorska stać się władzą niemal dyktatorską.

Mamy się martwić że od 2001 r. nie powstał w Polsce żaden nowy park narodowy. O ile wiem, nie wypiętrzyło się też w tym czasie żadne nowe pasmo górskie, nie wyżłobiła dzika dolina rzeczna, nie odwojowaliśmy terytorium na sąsiadach. Po 1989 r. utworzono w szybkim tempie 9 parków, na terenach znacznie przez człowieka przekształconych, gdzie sama jego obecność nie stanowi jakiegokolwiek zagrożenia dla dzikich gatunków, a często, jak np. nad Biebrzą – solidna techniczna interwencja: wypas, karczowanie zarośli, koszenie traw jest niezbędna do utrzymania cennych środowisk. A mimo to cały czas widnieje w ustawie ten przepis – obligatoryjny zakaz wstępu na całe terytorium parku czy rezerwatu, z wyjątkiem niewielu miejsc czy szlaków, które wszechwładny dyrektor zechce udostępnić.

Jako organizator wycieczek przyrodniczych, ze szczególnym  oburzeniem reaguję na opowiastki o tym jak to powstanie parku ma przyczynić się do rozwoju turystyki i zapewnieniu przez to alternatywnego źródła dochodów miejscowej ludności. Jest tak być może w Ameryce, Niemczech czy Austrii, gdzie parki narodowe na swoich stronach internetowych wręcz zapraszają do przyjazdu i spędzenia tam urlopu. W Polsce nie ma zwyczaju grodzenia i zamykania otwartych terenów, nikt nie zabrania wstępu na większość łąk, pól, zarośli, lasów, tak prywatnych jak i państwowych. Natomiast utworzenie parku bądź rezerwatu pozbawia obywatela tego zwyczajowego i konstytucyjnego prawa. Następuje proces odwrotny do pierwotnej idei parków – odebranie narodowi danego obszaru. Człowiek – turysta jest wrogiem i intruzem człowieka w zielonym parkowym mundurku, który w sposób arogancki chce mu zademonstrować swoją władzę. Tworzone regulaminy są modelowymi przykładami „prawa powielaczowego” lekceważącego konstytucję. O antyturystycznych absurdach w parkach białowieskim i biebrzańskim pisałem już 10 lat temu. Wciąż aktualny tekst jest dostępny pod adresem www.bird.pl/puszcza.

Na kłamliwość hasła „oddajcie parki narodowi” zareagowali też na swoich forach miłośnicy turystyki górskiej.  Od lat narzeka się na  szykany w parkach Magurskim i Bieszczadzkim gdzie zakazano np. wejścia na bite drogi, po których jeżdżą parkowe pojazdy. A nie są to bynajmniej obszary pierwotnej dzikości, tylko tereny opuszczone 60 lat temu na skutek wysiedleń. Znikł z nich człowiek-rolnik, człowiek–drwal i człowiek-budowniczy, dlaczego teraz tak przeszkadza człowiek – pieszy lub rowerowy wędrowiec?  Tak, narodowi należy oddać parki. Ale najpierw te, które już istnieją.     

Pośpieszna akcja zbierania podpisów ma być – jak pisze Adam Wajrak, pokazaniem że „za przyrodą stoi też lobby”. Wątpię, żeby ktoś z ulicznej  łapanki, po spojrzeniu na dwa zawiłe paragrafy stał się od razu przyrodnikiem. Rzeczywistą silną przeciwwagą drwali i drzewiarzy mogliby być ci, dla których np. owe zagrożone dzięcioły: trójpalczasty i białogrzbiety są rzeczywistym obiektem zainteresowania. W krajach zachodnich istnieją wielotysięczne towarzystwa miłośników ptaków. Niemieckie NABU liczy 420 tys członków, holenderskie Vogelbescherming 150 tys, brytyjskie  RSPB ponad milion. Po 1989 roku zaistniała wizja budowy takiego towarzystwa w Polsce jako ważnego elementu demokracji i nowoczesnego społeczeństwa. Z ogromnym finansowym  wsparciem organizacji zachodnich powstał OTOP, który zaraz na początku działalności zebrał 3 tysiące członków. Zapytajcie państwo, ile liczy dziś, po 20 latach: 10, 30 tysięcy?  Informacja na stronie www.otop.org.pl leczy te złudzenia:  „około 2 tysięcy”… ciekawe jak duże jest to „około”.  Inna znana organizacja, białostockie  PTOP, licząca niegdyś członków kilkuset dziś już ich liczby oficjalnie nie podaje, ale jak mnie poinformował jeden z działaczy… spadła do ok. 60! Tymczasem w biuletynie ogłasza się… przeprowadzkę do nowego, większego biura. Polskie towarzystwa zmarnowały ostatnie dwie dekady i zamiast – mając luksusowe warunki i strumień dotacji zarazić tysiące ludzi do przyrodniczego hobby stały się pokracznymi karykaturami swoich zachodnich odpowiedników. Ze spadającą co roku liczbą członków i rozdymającą się biurokracją do przerabiania kolejnych dotacji, grantów i projektów. Instytucje niewątpliwie pożyteczne, ale z prawdziwym społecznikowstwem nie mające nic wspólnego. Zwykłe firmy eksperckie, utrzymujące garstkę członków dla zachowania statusu i przywilejów organizacji pozarządowej. To oczywiście coraz silniejsze lobby, widzące być może w powiększających się parkach narodowych kolejny strumień zleceń, i jako takie ma prawo różnymi metodami walczyć o swoje interesy, niech tylko jego aktywiści nie stroją się zbyt pochopnie w piórka bohaterskich obrońców Puszczy. Tak, drodzy eko-biurokraci, zmarnowaliście 20 lat, nie udało wam się rzetelną pracą u podstaw zaszczepić w społeczeństwie fascynacji światem dzikich roślin i zwierząt, próbujecie teraz na skróty walczyć z samorządami, na zasadzie „nie chce po dobroci, więc kijem go”. To jest hucpa. Nasuwa się wręcz analogia z drogowcami, którzy chcieli budować most na Rospudzie wybierając najprostszy wariant.  

Prawo veta samorządów jest  rzekomo pechowym efektem działania jakiegoś wpływowego lobby łowieckiego wśród posłów. Nie wierzę w tę bajkę. To raczej konsekwencja wieloletnich zaszłości, polityki uprawianej przez dyrekcje parków. Nie żadna nienawiść lokalnych społeczności (a nie tylko mitycznych „złych samorządowców”) do dzikich pobratymców, tylko niechęć zawłaszczania terenów przez osoby i instytucje których styl funkcjonowania wzięty jest z poprzedniej epoki. Jak opowiada Adam Wajrak w propagandowym filmiku to ponoć skandal, że samorządy nie decydują o innych instytucjach skarbu państwa jak huty, stocznie, wysypiska śmieci itp. a mogą o decydować o parku narodowym. Trzeba być bardzo zacietrzewionym, żeby nie widzieć różnicy między zamkniętym zakładem a ogromną połacią lasów, łąk, wód – którą owszem, państwo administruje, ale która zwyczajowo dostępna jest do użytku publicznego.

Mieszkańcy puszczańskich gmin rzadko mają dziś okazję zobaczyć w lasach zagospodarowanych kogoś, kto wygląda na zainteresowanego przyrodą. Garstka naukowców, bardzo nieliczne wycieczki. Skoro nikt więcej nie przyjeżdża, trudno jest im uwierzyć, że ochrona resztek pierwotności tych lasów jest tak ważna dla narodu. Przez kilka lat z rzędu (1997-2005) organizowałem w ramach swojej niewielkiej firmy „festiwale przyrodnicze”. Kilka tysięcy osób z całej Polski miało okazję tanio (nawet za kilkadziesiąt zł) przyjechać i zobaczyć m.in. owe rzadkie dzięcioły. Pierwszy puszczański „Pociąg dla przyrody” odbył się w Narewce, wójt powitał jego uczestników, wioskę i jej okolicę wypełniło kilkuset ludzi z lornetkami. Bogate w nieruchomości i administrację organizacje „społeczne” nie wpadły na pomysł skorzystania z moich doświadczeń i kontynuowania tej akcji. Mało tego, dziś lobbując o zmiany prawne lekceważą potrzeby swoich własnych członków. Wnioskuje się o prawo swobodnego wstępu do lasu jedynie dla miejscowych zbieraczy runa leśnego, nie dla obserwatorów przyrody! Po dalszym rozszerzeniu Białowieskiego Parku Narodowego nie będzie już można tak jak dziś wejść z lornetką do lasu i szukać ptaków.

Miłośnik natury składając podpis dziś, może się jutro zdziwić kiedy nie będzie mógł się przejechać ulubionym szlakiem rowerowym, wykąpać w ulubionym jeziorze. Do puszczańskich lasów należy zakazać wstępu, bo „niechże te inne istoty mają skrawek gdzie ich człowiek nie podgląda” pisze do mnie na facebookowym forum jedna z aktywistek Greenpeace i nie jest to bynajmniej rzadki pogląd. Nie zdaje sobie sprawy że ptak leśny ma w naturze setki ważniejszych zmartwień – drapieżniki, choroby, pasożyty, od oglądającego go przez lornetkę homo sapiens. Mam nieodparte wrażenie, że na osoby o takiej właśnie infantylnej wizji świata stawiają organizatorzy. Plakietka „I love puszcza” jako kolejny ozdobny gadżet obok modnej fryzury czy torebki. Może to i sprytny pomysł marketingowy, ale bez licznej gromady osób mających realną chęć obcowania w terenie z dziką fauną i rzeczową o niej wiedzę, lobby się nie zbuduje!    

Podzielę się jeszcze wątpliwościami natury formalnej. Zbieramy podpisy i co dalej? W Polsce nie brakuje zwolenników radykalnych rozwiązań. Można wystąpić z projektem najdziwniejszej ustawy, np. przymusowej izolacji wszystkich gejów i lesbijek, i zebrać 100 tys.  podpisów w ciągu jednej niedzieli. Tylko po co? Skąd wiara aktywistów Greenpeace, że posłowie w Sejmie ulepieni są z innej gliny niż wybrani przez ten sam naród jego reprezentanci na niższych szczeblach administracji? Czy akcję poprzedził choć pobieżny sondaż wśród parlamentarzystów? Zapytania w biurach poselskich?. Liczenie się z prawem veta lokalnych społeczności nie jest bynajmniej polskim ewenementem. W daleko bardziej „świadomych ekologicznie” Niemczech, w 2009r. mieszkańcy Bad Honnef odrzucili projekt utworzenia parku narodowego w górach Siebengebirge. I wreszcie, nawet gdyby te dwa wycinki ustawy przeszły całą drogę legislacyjną, wiedząc jak pogmatwane i niespójne jest polskie ustawodawstwo – jestem pewien… Ba! Jestem święcie przekonany, że rozwścieczeni samorządowcy przechytrzą ekologów i na swoją korzyść wynajdą jakiś inny kruczek prawny. Niczym do niedawna kreatywni sprzedawcy dopalaczy kolejną substancję. I co, będzie kolejna zbiórka  podpisów, i potem znów następna…?   

Chętnie podpiszę się pod projektem ustawy o ochronie przyrody ale napisanej w  całości od nowa. W której każdy Polak nie będzie traktowany z góry jak kłusownik chcący zniszczyć wszystkie ptasie lęgi, wybić wszystkie zwierzęta i którego należy profilaktycznie trzymać jak najdalej od ich ostoi. W których park narodowy będzie parkiem narodowym a nie latyfundium dyrektorskim. Która na terenach chronionych nie będzie zakazywać zwyczajów i czynności obojętnych dla życia jej dzikich mieszkańców. Dziś nie dam satysfakcji skompromitowanym działaczom.

Maciej Zimowski               e-mail: bird@bird.pl

Artykuł do wydruku w formacie doc

41 Komentarze

  1. Przeczytałam Twoją wypowiedź i naszły mnie wątpliwości, których wcześniej nie miałam. Bardzo bym chciała by nie wycinano lasu pierwotnego jakim jest puszcza, ale chciałabym też mieć możliwość wejść do niej i posiedzieć z lornetką i aparatem schodząc z wyznaczonych szlaków.
    Jak to pogodzić?

  2. Pragnę zwrócić uwagę, że:
    1. Główny bohater wspomnianego filmu propagandowego – inicjator i twarz akcji pozbawienia samorządów prawa weta w sprawie powiększania parków narodowych SAM ŁAMAŁ PRZEPISY PORUSZANIA SIĘ PO PARKU NARODOWYM WYŁĄCZNIE PO WYZNACZONYCH SZLAKACH – co, wraz z hipokryzją tego ekooszołoma, dokumentuje rzeczony film.
    2. Na TouTube wyłaczono mozliwość komentowania filmiku.

  3. Pani Sylwia:

    Jak to pogodzić – bardzo prosto, nie zabraniać wejścia do lasu. O to walczymy :)

    Prvni Snih:

    Pewnie miał osobistą przepustkę od Dyrektora. Ale nie chodzi o to żeby mu zabronić, tylko o to żeby mógł sobie tam wejść każdy.

    A wyłączenie komentarzy na yt rzeczywiście – żenujące. Aktywiści chcą korzystać z web 2.0 a ignorują podstawowe zasady.

    Proszę zaglądać, w tej chwili pracuję nad uwagami do planu ochrony BPN, ma to być gotowe do 15 października, wrzucę to na bloga.

  4. Panie Macieju! rekomendacja Andrzeja Anczaka, który jest rzecznikiem wszystkich, którzy Puszczę Białowieską chcą zdewastować do końca, jest dla mnie najlepszym podsumowaniem pana wywodów.
    Ma pan prywatną dintojrę z parkami narodowymi, bo utrudniają panu nabijanie własnej kabzy. Nie mi oceniać, czy to dintojra zasadna, czy też nie. Nie ukrywam, że niektóre pana uwagi wobec funcjonowania parków narodowych mają sens. Tyle że pan widzi tylko jedno lekarstwo na ten problem – likwidacja. A w każdym bądź razie niepowiększanie.
    To ja zapytam tak – co pan proponuje zamiast? A może uważa pan, że tak jak jest obecnie, jest w porządku. Może uważa pan, że ponieważ w tym czy innym parku nie pozwolono panu zarobić, to lepiej żeby było tak jak jest. Żeby grupa raczej niekompetentnych (niedalej jak w zeszłym roku właśnie Andrzej Antczak na protokole zniszczenia stanowiska gatunku dyrektywowego napisał, że nie jest w stanie ów gatunek zidentyfikować), nastawionych głównie na zysk i wspieranie wąskich grup interesu (drzewiarze, ZULe, mysliwi) osób z Lasów Państwowych, dopuszczała do dalszej dewastacji tych terenów.
    Więc jak – pan krytykuje konretną propozycję, skoro uważa pan że zamiast reformować istniejące parki lepiej je zlikwidować. Pytam jeszcze raz – jaka jest pana konstruktywna propozycja. Owszem, można jak w komentarzach pod pana tekstem dać upust prymitywnemu chamstwu i bawić się w osobiste wycieczki o pseudoekologach. Ja jednak wolałbym merytorycznych argumentów.

  5. Panie quercus,

    Po pierwsze- jeśli tak bardzo interesuje Pana moja „kabza” to od 10 lat odkąd moja firma mieści się w Krakowie, to nabijają ją w większości niemieccy rowerzyści dla których ongiś wymyśliłem program wycieczek rowerowych ścieżką z Zakopanego do Rytra – proszę zobaczyć moje komercyjne strony http://www.cycling.pl. Owszem nadal, organizuję wycieczki przyrodnicze na terenie Puszczy Białowieskiej ale w Lasach Państwowych w nie w Parku Narodowym. W LP nie ma żadnego problemu ze wstępem.

    Bardzo proszę też przeczytać tekst ze zrozumieniem. Moją konstruktywną propozycją jest zniesienie Art. 15.1.15 Ustawy o Ochronie Przyrody czyli obligatoryjnego ZAKAZU WSTĘPU na teren PN. Jest to przepis szkodliwy i niepotrzebny. Był jakoś tam zasadny 60 lat temu, gdy Parki tworzono wyłącznie na skrawkach dzikich, niedostępnych terenów a społeczeństwo składało się z chłopstwa, które każde żywe stworzenie większe od szczura traktowało w kategoriach zdobyczy do skłusowania i zjedzenia. Ale dziś jest trochę inaczej, nie sądzi Pan?

  6. Jako osoba pracująca na terenie Puszczy Białowieskiej nie sądzę – to w odniesieniu do ostatnich zdań pana wpisu. Miejscowi samorządowcy, czy liderzy lokalnych społeczności, nie jeden raz publicznie mówili, że w lesie widzą tylko deski i klepki, że martwe drzewa należy z lasu usuwać i sprzedawać, że zakaz wycinania dębów w wieku powyżej stu lat jest niedopuszczalnym marnotrastwem. W dodatku przypominam panu, że literalnie na terenach rezerwatów przyrody w Lasach Państwowych również obowiązuje bezwzględny zakaz poruszania się poza wyznaczonymi szlakami. A to już panu jakoś nie przeszkadza.

  7. A czy pan postarał się o zdobycie licencji przewodnika w BPN?

    Albo też czy wynajął pan kiedykolwiek któregoś z miejscowych przewodników?

    Problem który pan napotkał skłania Pana do krytyki całego systemu który nie jest niestety najlepszy.
    W Polskich parkach narodowych nie można schodzić ze szlaków bo często są one traktowane jak las gospodarczy przez swoich włodarzy starających się to ukryć za ścianą przepisów i ograniczeń dla turystów.

    Większość dyrektorów PN jest leśnikami, więc z wykształcenia zajmują się rąbaniem drzew a nie ochroną środowiska.

    To są bolączki systemu których skutki osobiście pan odczuwa.

    Pozdrawiam.
    Kuba

  8. Do quercus: generalny zakaz wstępu do rezerwatów jest owszem, idiotyczny. Nie przeszkadza o tyle, że rezerwaty obejmują drobne wycinki biotopów a w przypadku Puszczy B. wszystkie gatunki ptaków można swobodnie zaobserwować w wielu miejscach poza rezerwatami.

  9. Do skuba: człowieku, licencję przewodnika BPN zdobyłem w 1991 roku – to tyle w tym temacie. Przeczytaj mój tekst sprzed 10 lat na http://www.bird.pl/puszcza

    Więcej na ten temat wkrótce – 15.10. w moim oficjalnych uwagach do planu ochrony BPN.

    Do akcji zaproszę białowieskie i hajnowskie hotele – dość pełzania na klęczkach i stosowania się do idiotycznych PRL-owskich przepisów. A jak nie – będą procesy sądowe przeciw parkowi. I zobaczym kto wygra.

  10. Miejsca, w które wchodzą ludzie nigdy nie będą takie same jak bez ich obecności. Długo by o tym pisać, do tej pory był to dla mnie truizm. Czy zatem przyrodę chronimy dla nas, przyszłych pokoleń itp. – czy dla niej samej? Ja z przekonania jestem za tą drugą wersją, z praktyki – za pierwszą. Dlatego faktycznie uważam, ze zakaz włażenia do PN można znieść, ale do rezerwatów zostawić. I wtedy niektóre PN powinny uchwalać zakazy wchodzenia gdzie się chce (np. TPN), lub tworzyć inne ramy udostępniania, a niektóre rezerwaty powinny mieć plany ochrony opisujące zasady wstępu. Ale powoływanie PN dziś to powinien być absolutny priorytet, a veto samorządów jest bzdurne, co rozumie każdy, kto mówił o przyrodzie do jakiegokolwiek samorządowego gremium. Jakby udało się znieść to veto i powstawałyby nowe parki, to wtedy otworzy się pole do dyskusji nad zakazami wstępu.
    POzdrawiam
    Szymon
    http://www.kuling.org.pl

  11. Panie Szymonie

    „Miejsca, w które wchodzą ludzie nigdy nie będą takie same jak bez ich obecności.”

    A w czymże nie będą takie same? W tym powiedzeniu pobrzmiewa ta ohydna egoistyczno-atawistyczna nuta którą wielu lat obserwuję u wszelkiej maści naukowcom zajmujących się przyrodą. Pan i inni niczym głośno śpiewające samczyki strzyżyków nienawidzicie innych przedstawicieli WŁASNEGO gatunku – homo sapiens, – którzy zechcieliby wstąpić na wasze terytorium. Nie ma żadnego innego wytłumaczenia dla zakazu turystycznego wstępu na tereny leśne. Z ochroną innych gatunków nie ma to nic wspólnego. Po prostu prymitywne feudalne myślenie: mam władzę – nie pozwalam. Dlatego samorządy was nienawidzą.

    Nie mówimy tu o pojedynczych rezerwatach tylko o całym terenie PB które w dla dobra ochrony pozostałych drzewostanów mają być całe objęte ochroną parkową. Dlatego należy najpierw albo przynajmniej równolegle zmienić zapisy w Ustawie i znieść ten nieszczęsny par. 15.1.15.

  12. O Jezus ale Pan nakłamał. Każdy specjalista od ekologi np ptaków, wie że tłumy gapiących, chodzących i hałasujących(wystarczy cicha rozmowa) turystów wywiera wpływ na zachowanie tychże ptaków. Może obecność ludzi nie płoszy gołębi na krakowskim rynku, albo bociana białego z innymi gatunkami już tak różowo nie jest.
    Szkoda gadać zresztą z anty-ekologiem.

  13. Takiej Puszczy Białowieskiej pan chce? Bo tak właśnie powinna ona wyglądać zdaniem tych, co sprzeciwiają się poszerzeniu parku:

    – Możemy oddać puszczę gospodarzowi, który zrobi z nią coś dobrego. Przecież doskonale wiemy ile niszczonego i marnotrawionego drewna jest w parku. A potrzeby ludzi są bardzo duże. Przecież to drewno, które tam niszczeje, można byłoby oddać za darmo nawet i powodzianom. – mówił wiceprzewodniczący rady gminy Narewka Mieczysław Gryc.

  14. Zgadzam się z twoimi postulatami z strony:
    http://www.bird.pl/puszcza/

    Wiem że nie da się chronić przyrody bez ludzi tworząc tabernakulum z katedr przyrody.

    Drzwi do parku powinny być otwarte dla wszystkich. Jednak powinien istnieć system zarządzania ruchem turystycznym w parkach, lecz nie koniecznie taki jaki istnieje obecnie.

    Jest wiele absurdów w polskiej ochronie przyrody, drakońskie ograniczenia w ruchu turystycznym są jednym z nich.

    Pozdrawiam.
    Kuba

  15. Z tym terytorium to oczywiście racja, ludzie tak się zachowują, ale to jeszcze nie przesądza, że akurat takie zachowania mamy tępić jako jakoś szczególnie niemoralne.
    To, że jakaś część naukowców myli dobro przyrody z własnym dobrem nie znaczy jeszcze, że dobra przyrody jako takiego nie ma i że nie jest ono zagrożone przez innych.Albo że dobro przyrody nie może być zbieżne z dmuchaniem ego jakiegoś samca naukowca. Może być i proszę spróbować to dostrzec.

    A czy ludzie i samorządy mogą wygrać? Mogą i wygrywają co chwilę.
    Mój ulubiony przykład to płw. Szpyrk w Rewie – w latach 1990-tych naukowcy mieli tam obóz, łapali i obrączkowali ptaki siewkowe nie pozwalając postronnym wchodzić. W takie miejsce! I przyszła nowa era i się skończyło, naukowcy zostali pogonieni, nie dręczą już biednych ptaszków (a łapali do 5000 rocznie). Ale ptaszków też nie ma – ANI JEDNEGO. Są opalający się ludzie, kitesurferzy i windsurferzy.
    Jesteśmy w takim momencie, że tacy jak Pan widzą wrogów w takich jak ja. Ale to jest chwilowe złudzenie. Za chwilę wszędzie będą quady, boomboxy i piły łańcuchowe. Takie mamy obecne wzorce kulturowe.
    Przykładów na poparcie moich tez mam więcej, ale to już straszne wchodzenie w szczegóły. Dziś problemem nie są zakazy wstępu ale ich nieegzekwowanie. Może to jednak złudzenie z życia przy plaży a w lesie jest inaczej.
    pozdrawiam

  16. Odpowiadam po kolei.

    > Adam
    Jezus nie pomoże w fakcie, że o ekologii ptaków ma pan pojęcie nikłe. Rozmowa przeszkadza? A wie pan, że w hałaśliwych parkach miejskich zagęszczenie lęgowych ptaków jest wyższe niż w lasach pierwotnych? A wie pan, że w puszczy dzięcioły i muchołówki gnieżdżą się przy ruchliwych drogach i alejkach i mają serdecznie w ptasiej d… przechodzących ludzi?

    Przypominam, że dyskutujemy o objęciu ochroną dzisiejszych lasów gospodarczych PB, w których dziś wycina się tysiące drzew po których jeżdżą ciągniki zrywkowe… gdyby do tych lasów przyjeżdżały choć 1/10 tych tłumów co w Tatry i zostawiały w takiej hajnówce choć 1/100 tych pieniędzy co w Zakopanem, byłoby to dla tej Puszczy zbawieniem.

    Ludzi którzy za przeproszeniem pier…lą takie farmazony jak pan należałoby za karę pokazowo przywiązać do drzew przy szosie Hajnówka – B-ża z tablicą na szyi „moja obecność ptakom leśnym nie przeszkadza”

  17. > anonim z IP 10.5.26.127, 109.231.56.127

    Czy ja w jakimkolwiek miejscu moich tekstów napisałem, że jestem za tym aby z lasu wywozić martwe drewno?

    Chyba wyraźnie napisałem jakiej Puszczy chcę: takiej do której nie zakazuje się swobodnego wstępu celem obserwacji przyrody. A niestety w Parkach Narodowych przy aktualnie obowiązujących przepisach jest to zabronione.

    > skuba: dzięki dlatego piszę jutro uwagi do planu ochrony BPN i inne dokumenty które przez weekend opublikuję tutaj.

  18. Panie Szymonie, po pierwsze błagam, nie porównujmy Szpyrku, czyli piaszczystego cypla o powierzchni… ja wiem.. 1-2 ha z lasem nizinnym o pow. ponad 60.000 ha.

    Po drugie, ekipa Tomiałojcia prowadzi od 1974 ilościówki w dawnym rezerwacie ścisłym, obecnie obręb „Sierchanowo” m.in. na tzw. powierzchni „wejściowa” która obejmuje 2 oddziały o największym ruchu turystycznym w BPN a nie spotkałem się w jakiejkolwiek publikacji np.

    http://www.ib.ap.siedlce.pl/pdf/Mitrus%20Socko%20Mucholowka%20Ficedula.pdf

    ani w rozmowach prywatnych żeby turyści w jakikolwiek sposób zakłócali badania, mieli istotny wpływ na awifaunę itp.

    Tak że błagam, proszę badając np. żurawia Grus Grus nie porównywać go do żurawia portowego w Gdyni.

  19. Tak oczywiście mówimy o Puszczy Białowieskiej, ale rzecz jest powszechna – tzn. zmiana prawa jeżeli dojdzie do skutku, obejmować będzie szerszą problematykę niż tylko Puszczę.

    I pytanie jest jak ważyć korzyści/straty.

    Napisałem już zresztą wcześniej, że można przy tej okazji dyskutować nad zniesieniem generalnego zakazu poruszania się w PN poza wyznaczonymi szlakami, pozostawiając jednakowoż władzom parku możliwość ograniczania wstępu. Istnieje tylko ryzyko, że jak lud usłyszy „teraz w parkach wolno chodzić wszędzie” – to zacznie od Tatr. O takich socjologicznych aspektach warto też pamiętać – bo samo punktowanie zjawisk negatywnych wśród „ochroniarzy” to tylko jedna strona medalu. Marginalna, choć rozumiem, że chwilami dla niektórych dotkliwa.

    Pozostaje zebrać 100.000 podpisów pod projektem zlikwidowania jakiegoś tam punktu w ustawie. Droga przecież wolna i wydaje się właśnie przecierana.

    Pozdrawiam
    Szymon

  20. No właśnie, „lud usłyszy” i „lud się rzuci zniszczy, pozabija itp” to jet typowy przykład schizofrenii jaka wciąż pokutuje. Albo traktujemy się jako całość, jako światłe społeczeństwo obywatelskie, które rozumie potrzebę ochrony przyrody, albo wracamy do punktu wyjścia czyli garstka mądrych i światłych przeciwko motłochowi, którego należy za pomocą represji aparatu państwa, zasiekami, strażami itp. od tej przyrody oddzielić. Niestety to drugie ciągle rządzi jak widzę.

  21. Bo takie są niestety fakty!

    Chcąc traktować społeczeństwo w sposób „partnerski” musimy się pogodzić z degradacją przyrody. Może nie wszędzie i nie każdej, ale gdzie jest ta granica? 1 gatunek, 2 , 5, które wyginą jest ok…?

    To co piszę to wynika z dyskusji z tym społeczeństwem. Nie takim, co wykupuje przyrodnicze wycieczki, tylko takim, które przychodzi gdzie chce i wulgaryzmami domaga się poszanowania jego „praw”. Główne prawo to wjechać gdzie się chce samochodem, a gdzie się nie da wjechać – wejść, a gdzie da się wejść to wejść z psem, wysrać się i zostawić śmieci. I jeszcze kazać sprzątać tym, którzy ośmielą się zwrócić uwagę na niestosowność pewnych zachowań w rezerwacie.
    I te psy, kupy i śmieci szkodzą przyrodzie – bo zaraz się okaże, że zadeptana czy nie – jest taka sama jak pozbawiona obecności ludzi.

    I tak – uważam, że dostęp do walorów, które są niszczone przez nadmiar ludzi – musi być ograniczony a ograniczenie zakłada reglamentację i ktoś to musi, ku niezadowoleniu innych, wdrażać w życie i pilnować. Może niekoniecznie w PB, ale w wielu miejscach tak.
    pozdrawiam
    Szymon

  22. Fakty? a jakież to gatunki wyginęły w naszym kraju z powodu turystyki?

    Zakaz zabijania, umyślnego płoszenia dzikich zwierząt – to wszystko regulują inne punkty ustawy, jeszcze inne prawo reguluje kwestię wjazdu do lasu, wywozi śmieci itp. i dotyczy to tak czy owak całego kraju, nikt z tym nie dyskutuje.

  23. Moim zdaniem postulaty zgłaszane przez komitet Oddajcie Parki Narodowi nie są sprzeczne z tym co Pan postuluje.

    Niestety w Polsce w kwestii ochrony przyrody dominuje podejście : Nie dotykać, nie patrzeć, jak by ktoś chciał coś przed nami ukryć.

    Najczęściej ukrywana jest jednak dewastacja środowiska w PN.
    Dziś cała warszawa narzeka że w Kampinoskim Parku są wycinki.
    Nie ulegnie to zmianie jeżeli nadal priorytetami w parkach będzie wycinka drewna, a nie turystyka, i ochrona przyrody.

    Tak długo jak Dyrektorowie PNów będą mogli być odwoływani bezpośrednio przez ministra – polityka, a nie na podstawie uchybień merytorycznych, tak długo będą u nas patologie w parkach takie jak polowania redukcyjne, cięcia sanitarne – pod którymi kryje się gospodarka leśna.

    Projekt Oddajcie Parki Narodowi zmierza do tego aby dyrektorowie odpowiadali z kodeksu pracy przed organem merytorycznym jakim jest Krajowa Rada Ochrony Przyrody.

    Pozdrawiam.
    Kuba

  24. P. Skuba

    Nie wiem jak to jest z cięciami i odstrzałami w parkach. Nie interesuje mnie to, to nie moja działka. Jeżeli takie rzeczy mają miejsce to tylko jeszcze bardziej ośmiesza ideę powoływanie kolejnych parków do celu rzekomej „ochrony” a de facto – do przejęcia władzy od jednych ludzików w mundurkach przez innych ludzikach w mundurkach. Takie sobie przepychanki.

    Ja jestem specjalistą od turystyki przyrodniczej. I dlatego zabrałem głos bo aktywiści najbezczelniej kłamią, twierdząc że rozszerzanie parków zwiększy ruch turystyczny. A jest odwrotnie właśnie przez te przepisy „nie dotykać nie patrzeć”.

    Jak z tą akcją będzie dalej – zobaczymy. W każdym razie lepiej zwracać uwagę na problem teraz niż olewać i „nic nie robić”.

  25. fakty:
    1.Jedyna kolonia rybitw czubatych w Ujściu Wisły została zniszczona na początku lat 1990-tych przez autokar żądnych wrażeń turystów. Przez 15 lat ptaki te nie gnieździły się w Polsce. Gdzieś na świecie chroniono jednak te ptaki lepiej (przed turystami) i po 15 latach wróciły.
    2. Rybitwy białoczelne na wybrzeżu. Sam pamiętam w latach 1990-tych lęgi m.in. na plaży w Mechelinkach. Dziś ptaki te gnieżdżą się nad morzem tylko w rezerwacie Mewia Łacha i tylko dlatego, że turyści nie są wpuszczani na cypel rezerwatu. Oczywiście ptaki te mają jeszcze swoje łachy na Wiśle, czasem zagnieżdżą się portach (bo tam nie wolno łazić gdzie się chce) – więc nie wyginęły, ale negatywne oddziaływanie jest tu wyraźnie destrukcyjne. Podobnie rzecz dotyczy sieweczek na plażach – ZERO.
    3. podobny los czeka lada moment mikołajka nadmorskiego – zadeptywany jest wszędzie, gdzie nie ma portu lub wojska, które skutecznie pilnują swoich terenów, czego nie można powiedzieć o terenach cennych przyrodniczo i chronionych np. jako rezerwaty.
    4. Istnieje szereg prac – polecam przeglądową: Bennett K.A. et al. THE EFFECTS OF RECREATION ON BIRDS:A LITERATURE REVIEW. Jak się wpisze tytuł w google to wyświetli. Nie najnowsze, ale nie jest to mój topic. Warto jednak poczytać zanim się publicznie naopowiada, że „to nie szkodzi”. Po prostu są gatunki wrażliwe i niewrażliwe i zawsze „przyroda jakoś sobie poradzi”. Tylko to już nie będzie ta sama przyroda. Pozdrawiam
    Szymon
    PS. Zanim przeczytam znów, że w Puszczy Białowieskiej jest inaczej niż w moich przykładach przypomnę, że ustawa dotyczy terenu całej Polski.

  26. I jeszcze jedno,
    Skoro w PN można zrobić tak, żeby dało się zbierać grzyby (a tak jest np. w Słowińskim), to można zrobić i tak, by turystycznie chodzić poza szlakami. Prawo tego nie wyklucza (choć zabrania :) – tylko nie ma odpowiedniej siły zdolnej do tego doprowadzić.
    Pozdrawiam
    Szymon

  27. I jeszcze ja :)
    ochrona gatunkowa w Polsce to zupełna fikcja. Ściga się jedynie kolekcjonerów i handlarzy – i to też jak się sami zgłoszą. Cała reszta społeczeństwa – w tym inwestorzy – mają prawo zabijać co sobie chronionego zechcą, a tłumaczy ich niewiedza (gdy przypadkiem trafią przed oblicze jakiejś, równie niekompetentnej, władzy).
    To samo z wywożeniem śmieci do lasu
    itd. itp.
    jedynie parki narodowe, z własna strażą i administracją, realnie chronią przyrodę w Polsce, mimo ciągłych, i często słusznych głosów, o niedoskonałości tej ochrony.
    Jest to jednak najlepsze rozwiązanie – gdy chcemy coś ochronić. Inna rzecz, że gdy chcemy na przyrodzie zarabiać – nie musi nam być po drodze z parkami narodowymi.
    Pozdrawiam
    Szymon

  28. Do Szymona.

    Może przeczytasz sobie w najnowszym tomie I „Awifauny Polski” str. 418, dlaczego rybitwa czubata gniazduje u nas rzadko i efemerycznie? A na reszcie światowego areału, żyje, bo inne państwa chronią ją przed turystami? Aha. Chyba dochodzimy do poziomu absurdu, w którym dalsza dyskusja nie ma sensu. Czyli ideałem byłby zakaz wstępu na wszystkie plaże, a porty zamienione w „Parki narodowe”

    Znalazłem w necie nowy, ciekawy materiał o czubatych gnieżdżących się na falochronie w Gdyni. Coś więc chyba jest nie tak. Bo ekolodzy płaczą, że to człowiek zabiera biednej przyrodzie coraz to nowe tereny. A tu okazuje się że dzika przyroda zawłaszcza budowle i urządzenia techniczne stworzone przez człowieka.

    Dobrze wiemy że nie ma żadnego przypadku, że penetracja ludzka doprowadziła u nas do wymarcia jakiegoś gatunku. O powiększeniach parków mówimy w przypadku Puszczy B., Mazur. Pogórza. Nie ma tam żadnego uzasadnienia do wprowadzania generalnego zakazu wstępu na cały teren.

  29. Nie wiem ile razy mam napisać, że nie jestem za zakazem wstępu do PN, że znam przypadki ich swobodnego udostępniania i że zapewne da się to zrobić – ale na razie nic to nie daje.

    O sprowadzaniu do absurdu moich tez – aż szkoda pisać, ale powtórzę.
    TAK – POWINNY być chronione przed turystami i ogradzane FRAGMENTY plaż, gdzie gnieżdżą się ptaki, bo DAJE to REZULTATY w przeciwieństwie do edukacji czy pozwalania samorządom na demokrację.

    Jak na żądanie podałem przykład wyginięcia gatunku z powodu turystów, to okazał się „efemeryczny” i „skazany na wyginięcie” jakimś artykułem naukowym – ale upieram się, że jest to trafiony przykład na negatywne oddziaływanie turystyki na przyrodę.

    I tak – ptaki anektują porty, bo NIE MA TAM TURYSTÓW. Jest płot i straż portowa. A jak przejdzie jakiś robotnik, to nie stanie nad gniazdem i przez 20′ nie będzie robił zdjęć albo szykował zasiadki.

    Z wymieraniem gatunków jest jak z katastrofą lotniczą – przeważnie wiele czynników składa się na ostateczny efekt i ciężko wskazać ten kluczowy. Stąd każdy przykład będzie zły dla kogoś, kto już ma założone tezy i choćby skały srały… wiadomo, krucjata. Ja też lubię być pod prąd :)

    Tymczasem negatywne zmiany w ekosystemach (przyjmijmy, ze negatywne to takie, w wyniku których zmniejsza się liczba gatunków na danym obszarze) są wieloczynnikowe. Turystyka może wpływać np. na wzrost liczby drapieżników a dopiero te coś tam wykończą – winne oczywiście będą TYLKO drapieżniki itp. (to tylko hipotetyczny przykład). Dlatego łatwiej bezspornie wykazać negatywny wpływ pojedynczego czynnika w prostszych ekosystemach – np. polarnych czy na bałtyckiej plaży. I takie DOWODY na szkodliwy wpływ turystyki są. Oczywiście nie wolno zapominać o SKALI.

    A wracając do katastrofy lotniczej. Jeżeli ochronę przyrody porównamy do awiacji – to faktycznie jest źle. Mamy źle wyszkolonych pilotów, często o mniejszym IQ niż przeciętna wśród pasażerów. A i podatnych na korupcję. Awaryjne maszyny itp. Propozycje MZ by „docenić” lokalną demokrację to mniej więcej tak, jakby w przypadku zagrożenia jakiegoś lotu pozwolić decydować w audiotele społeczeństwu, co ma zrobić pilot. Nie pasażerom nawet, ale właśnie społeczeństwu, gdzie jednakowy głos ma pasażer, którego życie zależy od właściwej decyzji, jak i taksówkarz, kolejarz czy przedstawiciel innych branż zainteresowanych przejęciem pasażerów po ich odejściu od lotnictwa. Przejaskrawione? niekoniecznie. Wiedza lokalnych społeczeństw i ich samorządowej emanacji ma taką wartość w ochronie przyrody jak w pilotażu – ale na szali wcale nie ma ludzkiego życia tylko są jęki jakichś technokratów o niewiadomoczym. Jęczących publicznie ale jednocześnie w swoich umysłach kierujących się najniższymi z możliwych pobudek (haracze, kasa, ego).

    Ba, ginąca przyroda, poza spektakularnymi katastrofami, nie nadaje się nawet do TV… nie istnieje takie zjawisko w społecznej świadomości. A przyroda ginie.

    Postulat oddania decyzji nad powoływaniem PN – powtarzam – jedynej realnej formie ochrony przyrody w XXI w. w Polsce – w ręce +-fachowców, to krok w dobrą stronę. Nie jedyny i nie najważniejszy, ale cholera od czegoś trzeba zacząć. Choćby po to by pokazać politykom, że jest to ważne dla jakiejś części społeczeństwa.

    Pozdrawiam
    Szymon

    I jeszcze raz napiszę – mogę zbierać podpisy pod zniesieniem obligatoryjności zakazu wstępu na obszary chronione jako PN, ale zakaz taki powinien pozostać w przypadku rezerwatów.

  30. 1. Z tego co wiem motywacją powiększenia Białowieskiego PN nie jest chęć ograniczenia w nim turystyki tylko gospodarki leśnej.

    No chyba, że zaraz się dowiem, że gospodarka leśna też nie szkodzi ochronie przyrody.

    2. Czy naprawdę gatunek musi wyginąć, żeby można było mówić o negatywnym wpływie turystyki na przyrodę? Czy sam fakt, że przestaje występować w dogodnym dla siebie siedlisku (bo łachy po 2002 r. w UW mamy jak nigdy przedtem) a zaczyna zajmować miejsca związane z gospodarką – nie daje jednak impulsu do myślenia? Tylko negacja?

    Szymon

    PS. Mam nadzieję, że jeszcze w tym roku będę mógł zaprosić MZ z taką liczbą turystów jaką sobie zamarzy do Ujścia Wisły, gdzie sporym nakładem sił i środków przygotowujemy, o zgrozo, ścieżkę i wieżę dla turystów właśnie. W najgłębszym przekonaniu, że zabezpieczony należycie interes przyrody to wystarczający warunek, by pokazywać ją jak tylko się da i komu tylko się da.

  31. jeszcze ja:)
    obligatoryjność zakazów – przejęzyczenie. Pisałem już o tym, ale mało kto czyta to co było wcześniej napisane.

    Chodzi mi o to, że przy tworzeniu PN nie powinno być automatyczności przy zakazach wstępu – a jedynie plan ochrony powinien zawierać informacje gdzie i dlaczego nie powinno być turystów. Dla niektórych PN to może być cały obszar za wyłączeniem szlaków (np. Tatrzański PN), dla innych tylko szczególnie wrażliwe ekosystemy (wydmy albo torfowiska). Jednak decyzja o zakazach wstępu powinna być efektem analiz i dyskusji.

    Odwrotnie w rezerwatach – powinno zostać jak jest – automatyczny powinien być zakaz wstępu (przeważnie są to małe obszary szczególnie cenne), natomiast w wyniku analiz powinny powstawać plany udostępniania (ograniczone do miejsc i okresów roku).

    Czasem ograniczenie dostępu ludzi naprawdę wynika z potrzeb ochrony przyrody, a nie rozbujałego ego zarządców tychże.

    Pozdrawiam
    Szymon

  32. Dokładnie – chodzi o to że by nie było tej automatyczności. Która – abstrahując od sensowności, nie przeszkadza w przypadku terenów małych, „przejrzystych” z gęstą siecią szlaków, natomiast jest bez sensu w przypadku killkuset km2 lasu pociętego drogami.

    Co do rezerwatów, automatyczność jest śmieszna np. w przypadku rez. stepowych gdzie trzeba wręcz chodzić, wypasać i wykaszać. Zasadą powinno być takie udostępnienie terenu aby jego wartości przyrodnicze były możliwe do zobaczenia – budowa kładek, hide’ów. Nigdzie nie napisałem że trzeba wchodzić w środek kolonii ptaków gnieżdżących się na ziemi. Co zresztą jest bez sensu bo i tak je widać z oddali. Natomiast żeby zobaczyć dzięcioła trzeba do tego lasu wejść.

    Ujście Wisły moich turystów w sezonie lęgowym nie interesuje. Rybitwa czubata to żadna atrakcja dla Angoli. Mam tam raptem 1-2 grupki rocznie w czasie jesiennych przelotów. Zresztą odwiedzają obozy obrączkarskie.

    A przy okazji, skoro jesteś takim ekstremalnym ochroniarzem to przypomnę że dzisiejsze ujście Wisły jest tworem SZTUCZNYM wykopanym przez wrednego pruskiego zaborcę w 1895r. i żeby przywrócić stan dziewiczo pierwotny to należy je zasypać i zrobić tak, żeby Wisła uchodziła pod Westerplatte jak 300 lat temu.

  33. Powiedział Pan że aktywiści kłamią w sprawie turystyki.

    Czy próbował pan kiedykolwiek kontaktować się z aktywistami aby zmienić stan obecny, albo zakomunikować problemy?

    Skąd ludzie mają wiedzieć co złego się dzieje jeżeli nikt tego nie mówi?

    Pozdrawiam.
    Kuba

  34. Ale kto powiedział, że warte ochrony jest tylko to co naturalne w 100%…? Są w ogóle takie miejsca…? Podobno nawet PB nie jest tak naturalna jak chcemy ja widzieć, co pewnie powie z setka aktywistów związanych z gospodarką leśną.
    Za równie dobre jak ochronę łach traktuję budowanie sztucznych wysp jako lęgowisk dla ptaków.

    Poza tym gdyby zakopać UW – to to samo na powrót zaczęłoby się dziać w ujściu Wisły Śmiałej (powstawanie łach itp.). Gdzieś Wisła musi nanosić to co wlecze z góry. Tylko wtedy byłyby powodzie i podtopienia, z Gdańskiem włącznie i zaraz by się okazało, że przyroda ważniejsza od ludzi. Tak jak jest – jest ok.

    Co do rezerwatów stepowych i kilku innych typów – zdecydowanie są w mniejszości – co nie wyklucza wprowadzania odpowiednich zaleceń ochronnych już w momencie ich powoływania.

    pozdrawiam
    Szymon

  35. Szymon, przecież z tym zasypaniem UW żartowałem. Mam nadzieję że jednak dostrzegasz różnice w ochronie ptaków gnieżdżących się na otwartych piaszczystych łachach a w naturalnym lesie. Pzegońcie choć część tych plażowych turystów do Puszczy niech zamiast po Monciaku chodzą sobie po parku w Hajnówce, będzie to baaardzo dobre dla wszystzkich.

    P. skuba no toż robię to właśnie!!! po to jest ten blog, opinia do BPN, itp. cierpliwości, wszystko załatwimy najlepiej jak można. Cierpliwości.

  36. Quercus, odważny jesteś i bez kultury. Miej odwagę podać swoje imię i nazwisko – skoro tak mnie szufladkujesz – to wyobraź sobie, że Ciebie też zaszufladkowałem.
    A gdybyś więcej wiedział, to zrozumiałbyś, że moje przekonania w sprawie Puszczy wcale nie wiążą się z chęcią jej dewastacji – to są wyłącznie Twoje insynuacje, świadczące o braku umiejętności nie tylko polemiki, ale i braku wiedzy.

    Andrzej Antczak

  37. I jeszcze jedno, o ile sobie przypominam, to Quercus, wyrywasz jakieś zdania z różnych wypowiedzi i z kontekstu, w dodatku, ktoś inny wkłada je w czyjeś usta, a Ty budujesz już całą teorię i szufladkujesz ludzi. Gratuluję dobrego samopoczycia, sądzę, że gdy podrośniesz, to sumienie nieźle Ciebie pogryzie.

    Andrzej Antczak

  38. Szanowny Panie, proszę sobie przypomnieć Swoje pierwsze wycieczki nad Biebrzę, jeszcze zanim był Park lub tuż na jego początku i wchodzenie na tereny lęgowe ptaków…. Ale abstrahując od tego. Proponowałbym aby Pan z tak dużym doświadczeniem, którego absolutnie nie podważam przedstawił jakieś konkretne propozycje rozwiązania problemu ekoturystyki na terenach chronionych. Proszę wziąć pod uwagę, że nieumiejętnie prowadzona ekoturystyka na terenach nie objętych ochroną też często doprowadza do szkodliwych w skutkach oddziaływań na danym terenie prowadząc często do zaniku jakiegoś gatunku. W sumie chodzi o to by to wszystko umiejętnie pogodzić. Moim skromnym zdaniem należy pogodzić funkcje rekreacyjne Parku z funkcjami ochroniarskimi. I są na to przykłady w Polsce, że można. Zresztą nie tylko na terenie Parku ale na terenach mniej chronionych też. NP. na terenie Parków Krajobrazowych. Chodzi w sumie o to by odpowiednio przede wszystkim przygotować teren i infrastrukturę dla zwiedzających oraz umiejętnie udostępnić pewne miejsca a pewnych nie. I nie trzeba ich w cale w tym przypadku grodzić (co tylko może zaszkodzić!). Przykłady znajdzie Państwo biorący udział w dyskusji w projektach realizowanych przez V oś POIŚ „Budowa lub modernizacja małej infrastruktury służącej zabezpieczeniu obszarów chronionych przed nadmierną i niekontrolowaną presją turystów”. Oczywiście można i warto to umiejętnie połączyć z projektami ochrony gatunków roślin i zwierząt i wszystko zaczyna grać. ;) Nie ma też co przerażać ludzi opowiadając głupoty, że zostaną surowo ukarani jak zejdą ze szlaku i obejrzą sobie 5 metrów od szlaku jakiś porost na drzewie, bo w mojej praktyce, przyrodnika, leśnika i pracownika parku wielokrotnie miały miejsce takie sytuacje i nikt nawet za to mandatu nie wlepił. Nie należy tak tego uogólniać. Przepis to przepis ma czemuś zapobiegać a sytuacje bywają różne. A dewastacje Parku są rzeczą nagminną nie mówiąc o podpaleniach. Do tego dochodzi zbieractwo rzadkich owadów albo nawet niestety wykradanie jaj z gniazd rzadkich ptaków. Dobrze Pan wie o co chodzi. Dlatego też musi być jakiś mechanizm, który to wszystko reguluje. Park Białowieski to nie jedyny Park w Polsce a zakaz w niektóre strefy i schodzenie ze ścieżek dotyczy też Parków górskich. Nagminne jest tam niszczenie roślinności, rozdeptywanie łąk czy uprawianie wspinaczki górskiej i za to się goni. Co innego wjeżdżanie do lasu samochodami czy do Parku. Sprawa dotyczy też grzybiarzy i to najczęściej nie tych miejscowych, których straż leśna/parkowa już zna a przyjeżdżających z daleka z miasta i rozjeżdżających wszystko samochodami lub wchodzących za grzybami w ostoje rzadkich gatunków. Poza tym w Parkach czy lasach są ostoje zwierzyny, rezerwaty itd i w tych miejscach często żyją gatunki bardzo wrażliwe np na hałas. Wracając jednak do prowadzenia wycieczek. Być może Pan jako prowadzący wycieczki przyrodnicze mógłby dostać pozwolenie na prowadzenie wycieczki wewnątrz Parku. Pewnie mogłoby to dotyczyć niewielkich grup i to w dodatku takich, które na prawdę umieją się zachować w terenie. A z tym sam Pan wie jak bywa… Kończąc, bo temat szeroki jak rzeka i nieco bardziej skomplikowany niż się stara to tutaj przedstawić przytoczę pozytywny przykład zachowań bardzo rzadki w czasach bidwathingu i tzw. zaliczania ptaków. Około 13 lat temu, w BPN, podczas badań sów trafiliśmy na wycieczkę, która wabiła sóweczkę. Byli tam głównie Niemcy. Udało się sóweczkę zwabić i oglądać przez lunety – ze ścieżki. I co mnie (młodego wtedy studenta leśnictwa) totalnie pozytywnie zaskoczyło to fakt, że po paru minutach Niemcy sami powiedzieli przewodnikowi, że może już dość oglądania i żeby już ptaka nie stresować. Był to jeden z najbardziej pozytywnych przykładów proekologicznego zachowania jaki w swoim kilkunasto- letnim doświadczeniu udało mi się być świadkiem. Oczywiście w odniesieniu do turystów. Dzisiejsza rzeczywistość nie jest jednak tak kolorowa, co pokazują przykłady najazdu turystów np. na Biebrzę włączając w to sytuację, że na tokowiskach batalionów jest więcej budek fotografów niż ptaków tokujących. Zresztą długo by pisać…

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.